niedziela, 8 listopada 2015

Rozdział VI

         Właśnie szłam do nowej szkoły… Tak, tak nowa szkoła. Od tamtego incydentu minął tydzień, a mama  już zdążyła mnie zapisać do nowej. Na szczęście mama uspokoiła się, kiedy wyjaśniłam jej całą sytuację, która wydarzyła się w szkole. Stanęła również po mojej stronie, ponieważ to on pierwszy mnie zaatakował. Tyle wrażeń już pierwszego dnia w szkole. Ciekawe jak będzie w tej. Ale nawet jeśli coś się stanie, to nie mogę bić się z nauczycielami, bo moja mama nie będzie zapisywać mnie do każdej szkoły w Sydney. No ale, co? Raz się żyje, prawda? A on sobie na to zasłużył. Po za tym po trzech dniach ten nauczyciel, a dokładniej Joseph Wiliams trafił do więzienia, za handlowanie narkotykami na terenie szkoły. Ostrzegałam go, że to jego ostatni dzień pracy, a ten mnie jeszcze zaatakował.  W końcu sama go do tego sprowokowałam. To było dosyć łatwe, wiedząc, że jego organizm był pod wpływem kokainy. Biedny, tak się zestresował, że zażył przed lekcją narkotyki na uspokojenie.
         W końcu dotarłam do szkoły. Szybko udało mi się odnaleźć sekretariat i swoją szafkę. Nie mogło również się odbyć bez dziwnych spojrzeń z każdej strony. Najwyraźniej plotki dotarły również i tutaj. Zamknęłam szafkę, po czym ruszyłam szukać klasy. To było łatwiejsze niż myślałam… Weszłam do środka, a tam ujrzałam pełno nastolatków śmiejących się i zawzięcie rozmawiających na przeróżne tematy, ale kiedy mnie ujrzeli zapanowała cisza. Nie była krótka, ponieważ od razu zaczęli wspominać o tych plotkach. „Czy to ona?” „Ponoć została wylana pierwszego dnia w szkole” „Słyszałam, że pobiła nauczyciela” „Hahaha nie możliwe” „Słyszałem, że wdała się w jakiś romans…”
- Przemoc – powiedziałam głośno, a wszyscy na mnie spojrzeli – Wylali mnie za to, że za mocno uderzyłam nauczyciela. – Wszyscy ucichli – Co? Czy to nie jest to, czego chcieliście się dowiedzieć? Mówiliście tak głośno, ponieważ chcieliście bym odpowiedziała, prawda? Albo miałam dać wam trochę więcej czasu na plotkowanie na temat mojej osoby?  - Powiedziałam obojętnie chowając ręce do kieszeni dresów. Wszyscy siedzieli i patrzyli się na mnie ze zdziwieniem. Nagle zadzwonił dzwonek, a do klasy wszedł nauczyciel. Przystanął na chwilę, żeby na mnie spojrzeć.
- Kim ty jesteś? – Zapytał zdziwiony.
- Nowa – Odpowiedziałam.
- Aaa słyszałem coś o tym. Pewnie jesteś ta… Cla – Zamyślił się nauczyciel – Yyy Cla…
- Claribel – dokończyłam za niego.
- Tak, tak a teraz znajdź sobie jakieś wolne miejsce – Powiedział. Pierwszy raz spotykam się z taką postawą nauczyciela. Patrzałam się na niego jeszcze przez chwilę, badając go wzrokiem, żeby dowiedzieć się jak najwięcej. Rozumiem, po prostu ma już dosyć tych dzieciaków i nie jest zbytnio zadowolony kolejnym. Rozejrzałam się po klasie i zobaczyłam trzy puste miejsca, ale tylko jedno nie posiadało właściciela. Podeszłam więc do swojego nowego miejsca, które znajdowało się w przedostatnim rzędzie przy oknie, po czym go zajęłam. Bezinteresowność. Moja ulubiona cecha.
 Lekcja mijała spokojnie, a ja cały czas patrzałam się przez okno rozmyślając nad wieloma sprawami. Nagle moje myślenie przerwała osoba, która wchodząc do klasy trzasnęła mocno drzwiami. Spojrzałam w tamtą stronę i spostrzegłam tam dwóch chłopaków. Czekaj! To on, ten blondyn, którego wtedy spotkałam.
- Nawet jeśli się spóźniacie, to przynajmniej nie trzaskajcie drzwiami – skierował się do nich nauczyciel, ale oni go totalnie olali i po prostu poszli zająć swoje miejsca. Brunet zajął swoje miejsce, gdzieś na drugim końcu sali. To znaczy, że ten blondyn siedzi za mną. Kiedy przechodził obok mnie, zatrzymał się na chwilkę, żeby dłużej na mnie popatrzeć. Poznał mnie. W końcu zajął swoje miejsce. Naprawdę chcę go poznać. Jest jedyną osobą, której nie mogę rozszyfrować. Jego charakter to jedna wielka zagadka, a ja bardzo lubię rozwiązywać zagadki, zwłaszcza te najtrudniejsze.
         Ciągle czułam jego wzrok na sobie. Chłodny i bardzo tajemniczy. Przez to nie mogłam się skupić na czymś innym. On za bardzo przypominał mnie z przeszłości. Boję się swojej przeszłości…
  Lekcja z minuty na minuty coraz bardziej się dłużyła. Spojrzałam na zegarek. Jeszcze 10 minut do dzwonka. Dawno już się tak niecierpliwiłam. Aż w końcu zadzwonił. Poczułam wielką ulgę, kiedy  chłopak wyszedł z klasy wraz tym brunetem. To naprawdę było uciążliwe.. Ja jeszcze chwilkę posiedziałam na swoim miejscu, po czym w końcu się zebrałam i wyszłam. Może poznaliśmy się naprawdę w dziwnych okolicznościach, ale to nie znaczy, że powinien cały czas się na mnie patrzeć. Podeszłam do swojej szafki w celu wzięcia książek na kolejną lekcje, jednak to nie było mi dane, ponieważ stał tam oparty o nią ten blondyn. No tak, teraz to on mi nie da spokoju. Będzie pilnować mnie jak oczka w głowie, żebym się na pewno nie wygadała.
- Mógłbyś się przesunąć? – Zapytałam. On tylko spojrzał na mnie i nawet się nie ruszył. Po prostu stal tak ciągle się na mnie patrząc. Wydaje się być jakiś inny… Lekceważy mnie… Wywyższa się… Kątem oka dostrzegłam jak inni omijają nas z daleka. Boją się go.  – Nikomu nic nie powiedziałam – powiedziałam cicho.
- Wiem. Cały czas cię obserwuję – Ohh to by wyjaśniało dlaczego, przez cały ten tydzień czułam się obserwowana… 
- Możesz przestać to robić. Nie zamierzam nikomu o tym mówić. – schowałam ręce do kieszeni dresów. A ta trójka stojąca na drugim końcu korytarza, to jego znajomi. Myślą, że będę się ich bała, że mają nade mną kontrolę. Muszę ich jednak zawiść. Blondyn stał tak przez jakiś czas, po czym odszedł do swoich kolegów. Ta sytuacja robi się coraz bardziej dziwniejsza. Zastanawiam się, co tym razem się stanie.
- To ty? – Usłyszałam za sobą dziewczęcy głos. Odwróciłam się w jej stronę i zobaczyłam tą samą dziewczynę, co uratowałam przed tym kieszonkowcem.  – Nie mylę się. Niesamowite, że chodzimy do tej samej szkoły.
- Taa
- Teraz mi na pewno nie uciekniesz – uśmiechnęła się brunetka.
- Mówiłam ci już, że nie musisz mi się odwdzięczać.
- Ale ja chce. Gdyby nie ty, to on by mi ukradł portfel.
- Po prostu nie zasypiaj więcej w autobusie. – Ostrzegłam ją.
- Wiem, wiem. Ale jak będzie?
- Z czym?

- Chcę ci naprawdę podziękować. Nie daleko jest knajpka, więc pozwól, że po lekcjach cię tam zabiorę.– Powiedziała, po czym szybko odeszła. Sprytnie. Po prostu nie czekając na moją odpowiedź, szybko uciekła, bo wiedział, że jej odmówię. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz