Po odebraniu książek i planu lekcji,
skierowałam się w stronę klasy. Znalazłam ją wraz z dzwonkiem na lekcje, więc
po prostu zostało mi tylko czekanie na nauczyciela.
Stanęłam przed klasą,
a nauczyciel zaczął mówić.
- To jest
nowa uczennica – Wskazał na mnie ręką. Nie lubię go. Jest arogancki w stosunku
do mnie i do reszty uczniów. Nic go nie obchodzi, a całą winę zwala na innych,
żeby sam nie miał kłopotów. To są najgorsze typy nauczycieli. – Przedstaw się.
– uśmiechnął się sztucznie. Ale udawał dobrego nauczyciela, który dba o swoich
uczniów. Śmieje się i tworzy w klasie przyjazną atmosferę, dzięki czemu
uczniowie go lubią. Chociaż tak naprawdę się mną nie interesuje, a z pewnych
powodów mnie nienawidzi, to chce pokazać jaki jest dobry. Jednak ja nie zamierzam
grać w tą jego gierkę. Dlatego:
- Nie musi
pan udawać. Nie zamierzam przysparzać żadnych kłopotów, więc nie musi pan się
starać być miłym dla osoby której pan nienawidzi. – Moje słowa go najwyraźniej
zaskoczyły. Bo kto by nie był, prawda? Nie na co dzień spotyka się kogoś, kto
potrafi cię przejrzeć na wylot w ciągu kilku minut.
- O-o czym ty mówisz? – Zaśmiał sie nerwowo – Takie żarty nie są
śmieszne. Usiądź na wolne miejsce. – Wraz z jego słowami spojrzałam w stronę
klasy. Wszyscy patrzeli się na mnie jak na wariatkę i zaczęli szeptać między
sobą. Zignorowałam to i poszłam zająć wolne miejsce. Nikt nie spuszczał ze mnie
wzroku, dopóki nie usiadłam. Dalsza lekcja minęła bez żadnych przeszkód. Mimo
iż w ogóle nie słuchałam nauczyciela ani na niego nie patrzała, to czułam jego
wzrok na sobie. Patrzył się na mnie jak na jakąś szumowinę. Wywyższał się.
Pozostałe trzy lekcje minęły bez
problemu a po szkole zdążyły rozprzestrzenić się plotki na mój temat. Stałam
właśnie przy swojej szafce i szykowałam kolejne książki na następną lekcje,
kiedy podeszła do mnie jakaś dziewczyna z… betonem na twarzy. Jest w mojej
klasie i o ile dobrze pamiętam to nazywa się Jane.
- Ty, nowa –
Zaczęła i jak na zawołanie wszyscy na holu spojrzeli na nas. – Widziałam jak
wczoraj pobiłaś jakiegoś biednego staruszka w autobusie. Dlaczego to zrobiłaś?
- Ten
staruszek nie był biedny, bo był kieszonkowcem i chcia-
- Marna ta
twoja wymówka – przerwała mi. Ahh nie obchodzi ją to czy to nieprawda czy nie.
Chce tylko wszcząć bójkę, więc prawdopodobnie nie dba o moje wytłumaczenie. –
Idiotka – powiedziała przechodząc obok mnie i „przypadkowo” strącając mi
książki z rąk. Świadkowie tego wydarzenia zaczęli się śmiać, a ja zaczęłam zbierać
swoje rzeczy z podłogi.
- Claribel –
Usłyszałam swoje imię. Nie musiałam
nawet patrzeć kto mnie zawołał, bo od razu rozpoznałam ten głos. Wstałam z
ziemi i spojrzałam na nauczyciela, który miał na twarzy ten sam obrzydliwy
uśmiech. – Czy mógłbym cię prosić na słówko? - Pokiwałam tylko głową na znak,
że się zgadzam, po czym ruszyłam za nauczycielem. Zaprowadził nas na tyły
szkoły, gdzie byliśmy sami.
- Więc czego
pan chce ode mnie? – Zapytałam. Nauczyciel odwrócił się w moją stronę. – Dlaczego pan mnie nienawidzi?
- Nie
wygaduj bzdur – znowu się uśmiechnął.
- Niech pan
przestanie udawać, tylko od razu przejdzie do rzeczy.
- Claribel
Shelley, czy to możliwe. że jesteś siostrą Dennis’a? – Jego obrzydliwy uśmiech
zszedł mu z twarzy. Czuję, że trochę pobladłam. Nienawidzę rozmawiać na temat
mojego rodzeństwa. To jest dla mnie zbyt bolesne, a on ma czelność wspominać o
nim.
- Jestem, a
co? – Byłam trochę podenerwowana, ale nie chciałam tego pokazywać.
- Nic, tak
po prostu chciałem się upewnić. Chłopak kiedyś sobie sporo u mnie nagrabił, ale
i tak bardzo go lubiłem – kłamie – kiedy usłyszałem co się stało, zrobiło mi
się strasznie przykro – kłamie – chciałem po prostu, żebyś o tym wiedziała. –
kłamca. Mówi to specjalnie, żeby wytrącić mnie z równowagi.
- Nienawidzisz
mnie, ponieważ jestem siostrą Dennis’a? – Nie pozwolę mu ze mną pogrywać. Gdybym
pozwoliła, nie byłabym sobą.
- Widzę, że
jesteś naprawdę spostrzegawcza. Nienawidzę całej twojej rodziny – Odpowiedział
oschle, po czym odszedł spluwając mi pod nogi. Stałam w tym miejscu jeszcze
przez dłuższą chwilę. Kłamca. Następną lekcję mam z nim i będzie próbował mnie
sprowokować. On chce naprawdę ogromnej sprzeczki. Czegoś za co mogę zostać
wyrzucona.
Właśnie rozpoczęła się ostatnia lekcja.
Nie minie ona spokojnie, ponieważ on chce się mnie pozbyć już pierwszego dnia,
a to jego ostatnia szansa. Pozwoliłam sobie trochę się zamyślić. Nie chcę
słuchać tego, czego nauczyłam się już
dawno temu. Może tego po mnie nie widać, ale już w podstawówce przerobiłam wszystkie
materiały. Można powiedzieć, że naukę
zakończyłam już dawno temu, ale szkoły jeszcze nie. Lubię się uczyć i zdobywać
nowe doświadczenia. Mogłabym rzucić szkołę, ale bez papierka z ocenami nie
dostanę żadnej pożytecznej pracy. Moim zdaniem to bzdura oceniać wiedzę jakimiś
cyframi, które w rzeczywistości jej nie odwzorowują.
-Claribel! – Krzyknął nauczyciel,
którego również obdarzyłam tym samym uczuciem co on mnie, czyli nienawiścią. –
Nie śpij – Ulubiony tekst nauczycieli. Szkoda, że ja nie śpię i doskonale wiem co
dzieje się w klasie. Spojrzałam na niego jak na idiotę. Teraz się zacznie,
gadanie o moim bracie. Jestem naprawdę ciekawa co powie.
- Widać, że
jesteś tak samo beznadziejna jak twój brat – Powiedział z kpiną w głosie.
Zaczyna od obrażania mnie przed całą klasą. – Powinnaś słuchać tego co mówię,
bo jeszcze będziesz zarabiać pieniądze pod latarnią – Przesadził. Nie ma prawa mnie
wyzywać, a zwłaszcza mojego brata.
- Myślę, że
nie powinien mnie pan tak oceniać, skoro mnie pan nie zna – Powiedziałam.
- Po prostu
pomyślałem, że wszyscy odziedziczyliście to po swoim ojcu – powiedział z kpiną
a cała klasa zaczęła się śmiać. Nawet nie wiedzą o kim rozmawiamy, a dla nich
to zabawne. Czas rozpocząć realizację planu. Cień uśmiechu przemknął mi przez
twarz, aby ponownie przybrać poważny wyraz.
- Widzę, że
panu naprawdę zależy na tym, abym została wyrzucona z tej szkoły – klasa trochę
ucichła.
- Skądże, po
prostu chcę żebyś słuchała mnie na lekcji.
- Nie muszę
tego robić. Szkoda mi czasu słuchać jakiegoś spróchniałego dziadka, który dba
tylko o własną dupę.
- Uważaj do
kogo mówisz. – Zdenerwował się.
- Bo? –
Spytałam lekceważąco – Bo jest pan dorosły?
Myślę, że to nie od wieku zależy, czy jest się dorosłym, ale od tego, co
ma się w głowie. Pan najwyraźniej nic tam nie ma – mówiłam to wszystko bardzo
spokojnie. Widziałam jak on coraz bardziej się denerwuje – Myśli pan, że
uczniowie będą podążać za taką obrzydliwą osobą jak pan? Niech pan powie,
dlaczego tak bardzo mnie pan nienawidzi. Chociaż nie jestem pewna czy nienawiść
gry tutaj odpowiednia rolę. Może bardziej… strach? – Spojrzałam się na niego
jak morderca na swoja ofiarę. Zero litości. - Zachowuje się pan bardzo
dziecinnie. Nie zna pan mojego ojca, a ma pan czelność go wyzywać, tak jak
zmarłą osobę. Jest pan też strasznie arogancki. Zawsze zwala pan winę na kogoś,
żeby nie mieć kłopotów. Chce pan mieć jak najwięcej sojuszników, żeby w razie
czego mieć kim się bronić. Ale najwyraźniej mój brat nie pochwalał pańskiego
zachowania, dlatego żył pan w ciągłym stresie. Mój brat wiedział coś co zagrażało
pańskiej pracy, dlatego ucieszył się pan na wieść o jego śmierci. Odetchnął pan
z ulgą, kiedy pańska tajemnica była ponownie bezpieczna. Ale dzisiaj pojawiłam
się ja, osoba która zna pański sekret, dlatego próbuje się pan mnie pozbyć. Nie
zasługuje pan na pracę nauczyciela, dlatego dzisiaj jest pański ostatni dzień w
pracy.
- Za kogo
się uważasz, żeby mówić takie rzecz?! – Wydarł się na całą klasę. Stracił
panowanie nad sobą, tak jak przewidywałam.
- Chciał pan
celowo wywołać kłótnię, prawda? Po prostu gram tak jak pan chciał, ale
najwyraźniej panu to się nie podoba. –
Spojrzałam na niego szyderczo. Właśnie to jest to, co chciałam osiągnąć. Stach.
Ludzie są bardzo słabi, dlatego pozwalają, aby to on nimi panował. – Powiem coś
panu. Z niektórymi osobami nie powinno się zadzierać, a pan właśnie to zrobił.
– Powiedziałam to, kończąc tym samym swoją wypowiedź. Jednak nie spuszczałam z
niego wzroku. Górowałam nad nim i on dobrze o tym widział. Klasa oglądała całe
wydarzenie w ciszy. Wyglądali na zdezorientowanych, ale mniejsza z nimi. Oni są
potrzebni tylko jako świadkowie tego zdarzenia.
- T-ty –
zaczął nerwowo nauczyciel. Stracił panowanie nad sobą. Zaraz mnie zaatakuje. I
tak jak przewidziałam, szybko podbiegł do mnie, po czym bez wahania uderzył
mnie pięścią w twarz. Dla niego to było z całej siły, ale jak dla mnie był to
bardzo słaby cios. Nawet nie straciłam równowagi. No ale musiałam mu oddać,
dlatego z całej siły kopnęłam go piętą w kark, aż uderzył twarzą w ścianę.
Prędzej czy później bym wyleciała, więc pozwoliłam sobie na użycie trochę
przemocy. Zasłużył na to. Sprawdziłam
jeszcze czy na pewno stracił przytomność, po czym wzięłam plecak i jak gdyby
nic wyszłam z klasy. Wszyscy byli strasznie wystraszeni, a zwłaszcza ta
lafirynda co mi książki strąciła. Uśmiechnęłam się triumfalnie sama do siebie
wychodząc ze szkoły.
***
Siedziałam w swoim pokoju, czytając kolejną
książkę z mojej małej biblioteczki.
- Jak to
wylana?! – Usłyszałam nagle krzyk mojej mamy z dołu. Przerwałam na chwilę
czytanie, by posłuchać o czym mówi. – Co zrobiła?! Jak to pobiła nauczyciela?!
– Moja mama jeszcze chwilę rozmawiała przez telefon, a kiedy skończyła wleciała
mi do pokoju i zaczęła się na mnie drzeć. Pierwszy raz się tak mocno na mnie
zdenerwowała. Zaśmiałam się nie pewnie z całej sytuacji.
- Ma-mamo
daj mi wyjaśnić …
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz