niedziela, 8 listopada 2015

Rozdział V

         Po odebraniu książek i planu lekcji, skierowałam się w stronę klasy. Znalazłam ją wraz z dzwonkiem na lekcje, więc po prostu zostało mi tylko czekanie na nauczyciela.
 Stanęłam przed klasą, a nauczyciel zaczął mówić.
- To jest nowa uczennica – Wskazał na mnie ręką. Nie lubię go. Jest arogancki w stosunku do mnie i do reszty uczniów. Nic go nie obchodzi, a całą winę zwala na innych, żeby sam nie miał kłopotów. To są najgorsze typy nauczycieli. – Przedstaw się. – uśmiechnął się sztucznie. Ale udawał dobrego nauczyciela, który dba o swoich uczniów. Śmieje się i tworzy w klasie przyjazną atmosferę, dzięki czemu uczniowie go lubią. Chociaż tak naprawdę się mną nie interesuje, a z pewnych powodów mnie nienawidzi, to chce pokazać jaki jest dobry. Jednak ja nie zamierzam grać w tą jego gierkę. Dlatego:
- Nie musi pan udawać. Nie zamierzam przysparzać żadnych kłopotów, więc nie musi pan się starać być miłym dla osoby której pan nienawidzi. – Moje słowa go najwyraźniej zaskoczyły. Bo kto by nie był, prawda? Nie na co dzień spotyka się kogoś, kto potrafi cię przejrzeć na wylot w ciągu kilku minut.
 - O-o czym ty mówisz? –  Zaśmiał sie nerwowo – Takie żarty nie są śmieszne. Usiądź na wolne miejsce. – Wraz z jego słowami spojrzałam w stronę klasy. Wszyscy patrzeli się na mnie jak na wariatkę i zaczęli szeptać między sobą. Zignorowałam to i poszłam zająć wolne miejsce. Nikt nie spuszczał ze mnie wzroku, dopóki nie usiadłam. Dalsza lekcja minęła bez żadnych przeszkód. Mimo iż w ogóle nie słuchałam nauczyciela ani na niego nie patrzała, to czułam jego wzrok na sobie. Patrzył się na mnie jak na jakąś szumowinę. Wywyższał się.
         Pozostałe trzy lekcje minęły bez problemu a po szkole zdążyły rozprzestrzenić się plotki na mój temat. Stałam właśnie przy swojej szafce i szykowałam kolejne książki na następną lekcje, kiedy podeszła do mnie jakaś dziewczyna z… betonem na twarzy. Jest w mojej klasie i o ile dobrze pamiętam to nazywa się Jane.
- Ty, nowa – Zaczęła i jak na zawołanie wszyscy na holu spojrzeli na nas. – Widziałam jak wczoraj pobiłaś jakiegoś biednego staruszka w autobusie. Dlaczego to zrobiłaś?
- Ten staruszek nie był biedny, bo był kieszonkowcem i chcia-
- Marna ta twoja wymówka – przerwała mi. Ahh nie obchodzi ją to czy to nieprawda czy nie. Chce tylko wszcząć bójkę, więc prawdopodobnie nie dba o moje wytłumaczenie. – Idiotka – powiedziała przechodząc obok mnie i „przypadkowo” strącając mi książki z rąk. Świadkowie tego wydarzenia zaczęli się śmiać, a ja zaczęłam zbierać swoje rzeczy z podłogi.
- Claribel –  Usłyszałam swoje imię. Nie musiałam nawet patrzeć kto mnie zawołał, bo od razu rozpoznałam ten głos. Wstałam z ziemi i spojrzałam na nauczyciela, który miał na twarzy ten sam obrzydliwy uśmiech. – Czy mógłbym cię prosić na słówko? - Pokiwałam tylko głową na znak, że się zgadzam, po czym ruszyłam za nauczycielem. Zaprowadził nas na tyły szkoły, gdzie byliśmy sami.
- Więc czego pan chce ode mnie? – Zapytałam. Nauczyciel odwrócił się w moją stronę.  – Dlaczego pan mnie nienawidzi?
- Nie wygaduj bzdur – znowu się uśmiechnął.
- Niech pan przestanie udawać, tylko od razu przejdzie do rzeczy.
- Claribel Shelley, czy to możliwe. że jesteś siostrą Dennis’a? – Jego obrzydliwy uśmiech zszedł mu z twarzy. Czuję, że trochę pobladłam. Nienawidzę rozmawiać na temat mojego rodzeństwa. To jest dla mnie zbyt bolesne, a on ma czelność wspominać o nim.
- Jestem, a co? – Byłam trochę podenerwowana, ale nie chciałam tego pokazywać.
- Nic, tak po prostu chciałem się upewnić. Chłopak kiedyś sobie sporo u mnie nagrabił, ale i tak bardzo go lubiłem – kłamie – kiedy usłyszałem co się stało, zrobiło mi się strasznie przykro – kłamie – chciałem po prostu, żebyś o tym wiedziała. – kłamca. Mówi to specjalnie, żeby wytrącić mnie z równowagi.
- Nienawidzisz mnie, ponieważ jestem siostrą Dennis’a? – Nie pozwolę mu ze mną pogrywać. Gdybym pozwoliła, nie byłabym sobą.
- Widzę, że jesteś naprawdę spostrzegawcza. Nienawidzę całej twojej rodziny – Odpowiedział oschle, po czym odszedł spluwając mi pod nogi. Stałam w tym miejscu jeszcze przez dłuższą chwilę. Kłamca. Następną lekcję mam z nim i będzie próbował mnie sprowokować. On chce naprawdę ogromnej sprzeczki. Czegoś za co mogę zostać wyrzucona.
         Właśnie rozpoczęła się ostatnia lekcja. Nie minie ona spokojnie, ponieważ on chce się mnie pozbyć już pierwszego dnia, a to jego ostatnia szansa. Pozwoliłam sobie trochę się zamyślić. Nie chcę słuchać tego, czego  nauczyłam się już dawno temu. Może tego po mnie nie widać, ale już w podstawówce przerobiłam wszystkie materiały. Można powiedzieć, że  naukę zakończyłam już dawno temu, ale szkoły jeszcze nie. Lubię się uczyć i zdobywać nowe doświadczenia. Mogłabym rzucić szkołę, ale bez papierka z ocenami nie dostanę żadnej pożytecznej pracy. Moim zdaniem to bzdura oceniać wiedzę jakimiś cyframi, które w rzeczywistości jej nie odwzorowują.
         -Claribel! – Krzyknął nauczyciel, którego również obdarzyłam tym samym uczuciem co on mnie, czyli nienawiścią. – Nie śpij – Ulubiony tekst nauczycieli. Szkoda, że ja nie śpię i doskonale wiem co dzieje się w klasie. Spojrzałam na niego jak na idiotę. Teraz się zacznie, gadanie o moim bracie. Jestem naprawdę ciekawa co powie.
- Widać, że jesteś tak samo beznadziejna jak twój brat – Powiedział z kpiną w głosie. Zaczyna od obrażania mnie przed całą klasą. – Powinnaś słuchać tego co mówię, bo jeszcze będziesz zarabiać pieniądze pod latarnią – Przesadził. Nie ma prawa mnie wyzywać, a zwłaszcza mojego brata.
- Myślę, że nie powinien mnie pan tak oceniać, skoro mnie pan nie zna – Powiedziałam.
- Po prostu pomyślałem, że wszyscy odziedziczyliście to po swoim ojcu – powiedział z kpiną a cała klasa zaczęła się śmiać. Nawet nie wiedzą o kim rozmawiamy, a dla nich to zabawne. Czas rozpocząć realizację planu. Cień uśmiechu przemknął mi przez twarz, aby ponownie przybrać poważny wyraz.
- Widzę, że panu naprawdę zależy na tym, abym została wyrzucona z tej szkoły – klasa trochę ucichła.
- Skądże, po prostu chcę żebyś słuchała mnie na lekcji.
- Nie muszę tego robić. Szkoda mi czasu słuchać jakiegoś spróchniałego dziadka, który dba tylko o własną dupę.
- Uważaj do kogo mówisz. – Zdenerwował się.
- Bo? – Spytałam lekceważąco – Bo jest pan dorosły?  Myślę, że to nie od wieku zależy, czy jest się dorosłym, ale od tego, co ma się w głowie. Pan najwyraźniej nic tam nie ma – mówiłam to wszystko bardzo spokojnie. Widziałam jak on coraz bardziej się denerwuje – Myśli pan, że uczniowie będą podążać za taką obrzydliwą osobą jak pan? Niech pan powie, dlaczego tak bardzo mnie pan nienawidzi. Chociaż nie jestem pewna czy nienawiść gry tutaj odpowiednia rolę. Może bardziej… strach? – Spojrzałam się na niego jak morderca na swoja ofiarę. Zero litości. - Zachowuje się pan bardzo dziecinnie. Nie zna pan mojego ojca, a ma pan czelność go wyzywać, tak jak zmarłą osobę. Jest pan też strasznie arogancki. Zawsze zwala pan winę na kogoś, żeby nie mieć kłopotów. Chce pan mieć jak najwięcej sojuszników, żeby w razie czego mieć kim się bronić. Ale najwyraźniej mój brat nie pochwalał pańskiego zachowania, dlatego żył pan w ciągłym stresie. Mój brat wiedział coś co zagrażało pańskiej pracy, dlatego ucieszył się pan na wieść o jego śmierci. Odetchnął pan z ulgą, kiedy pańska tajemnica była ponownie bezpieczna. Ale dzisiaj pojawiłam się ja, osoba która zna pański sekret, dlatego próbuje się pan mnie pozbyć. Nie zasługuje pan na pracę nauczyciela, dlatego dzisiaj jest pański ostatni dzień w pracy.  
- Za kogo się uważasz, żeby mówić takie rzecz?! – Wydarł się na całą klasę. Stracił panowanie nad sobą, tak jak przewidywałam. 
- Chciał pan celowo wywołać kłótnię, prawda? Po prostu gram tak jak pan chciał, ale najwyraźniej panu to się nie podoba.  – Spojrzałam na niego szyderczo. Właśnie to jest to, co chciałam osiągnąć. Stach. Ludzie są bardzo słabi, dlatego pozwalają, aby to on nimi panował. – Powiem coś panu. Z niektórymi osobami nie powinno się zadzierać, a pan właśnie to zrobił. – Powiedziałam to, kończąc tym samym swoją wypowiedź. Jednak nie spuszczałam z niego wzroku. Górowałam nad nim i on dobrze o tym widział. Klasa oglądała całe wydarzenie w ciszy. Wyglądali na zdezorientowanych, ale mniejsza z nimi. Oni są potrzebni tylko jako świadkowie tego zdarzenia.
- T-ty – zaczął nerwowo nauczyciel. Stracił panowanie nad sobą. Zaraz mnie zaatakuje. I tak jak przewidziałam, szybko podbiegł do mnie, po czym bez wahania uderzył mnie pięścią w twarz. Dla niego to było z całej siły, ale jak dla mnie był to bardzo słaby cios. Nawet nie straciłam równowagi. No ale musiałam mu oddać, dlatego z całej siły kopnęłam go piętą w kark, aż uderzył twarzą w ścianę. Prędzej czy później bym wyleciała, więc pozwoliłam sobie na użycie trochę przemocy. Zasłużył na to.  Sprawdziłam jeszcze czy na pewno stracił przytomność, po czym wzięłam plecak i jak gdyby nic wyszłam z klasy. Wszyscy byli strasznie wystraszeni, a zwłaszcza ta lafirynda co mi książki strąciła. Uśmiechnęłam się triumfalnie sama do siebie wychodząc ze szkoły.
                                                        ***
         Siedziałam w swoim pokoju, czytając kolejną książkę z mojej małej biblioteczki.
- Jak to wylana?! – Usłyszałam nagle krzyk mojej mamy z dołu. Przerwałam na chwilę czytanie, by posłuchać o czym mówi. – Co zrobiła?! Jak to pobiła nauczyciela?! – Moja mama jeszcze chwilę rozmawiała przez telefon, a kiedy skończyła wleciała mi do pokoju i zaczęła się na mnie drzeć. Pierwszy raz się tak mocno na mnie zdenerwowała. Zaśmiałam się nie pewnie z całej sytuacji.  

- Ma-mamo daj mi wyjaśnić … 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz