Właśnie spacerowałam
sobie z psem po moim ulubionego parku, który znajdował się niedaleko mojego
domu. Zawsze przychodziło tutaj mało ludzi, dlatego lubiłam spędzać tutaj czas.
Co parę minut mijała mnie jakaś staruszka, kobieta z wózkiem albo jakaś zakochana
para. Nic się nie zmieniło. Jutro idę już do nowej szkoły, więc będę musiała
wcześnie rano wstać. Ehh jak ja tego nie lubię.
Po 10 minutach chciałam już wrócić do domu, ale… SMYCZ SIĘ
ZERWAŁA!! Szaman, mój najdroższy piesek zamiast grzecznie stać w miejscu, to
ruszył siną w dal, a ja oczywiście za nim! Co ten pies wyprawia?! Wybiegł z
parku i skierował się na ulicę, po czym skręcił w jakąś boczną uliczkę, gdzie
nikogo nie było. Znam całe Sydney jak własną kieszeń, więc się nie zgubie, ale
gorzej będzie z psem. Nagle zatrzymał się i spojrzał w wolną przestrzeń między
budynkami. Zdyszany usiadł tam i czekał na mnie, aż do niego do biegnę. Zauważyłam,
że Szaman patrzy się ciągle w jedną stronę, więc również skierowałam tam swój
wzrok.
Zobaczyłam tam dwóch mężczyzn stojących
naprzeciwko siebie. Jeden był ubrany cały na czarno i miał kaptur na głowie.
Nie widziałam jego twarzy, ponieważ stał do mnie tyłem, ale za to drugiego
widziałam dokładniej. Był strasznie wystraszony i cały czas drżąc cofał się o pół
kroku. Mocno się pocił i próbował coś powiedzieć, ale nie mógł wykrztusić z
siebie słowa. Chyba wiem co się szykuje. Nagle swój wzrok skierował na mnie.
- T-ty –
zaczął drżącym głosem – będziesz następna – uśmiechnął się drwiąco w moją
stronę. Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale nie zdążył ponieważ został
zastrzelony przez tego drugiego. Jego ciało bezwładnie runęło na ziemie, a ja tylko stałam i
oglądałam to jak jakąś kolejną nudną komedie. Mówiła już, jestem twarda i
odważna, nie boję się praktycznie niczego. Dla mnie taki widok nie robił żadnej
dziury w mojej psychice. W swoim życiu byłam świadkiem wielu morderstw,
umierających ludzi. Dotykanie martwego ciała, to dla mnie nic. Możecie uznać
mnie za jakąś wariatkę, ale dla mnie to normalne.
Mężczyzna, który stał do tej pory tyłem
odwrócił się w moją stronę, dzięki czemu mogłam ujrzeć jego twarz. Spojrzałam w
jego oczy i nie wiem dlaczego, ale bardzo mnie zaskoczył… sobą. Wydawał się
inny od reszty ludzi. Przed chwilą zabił człowieka, ale nie widziałam u niego
duszy mordercy. Był zagubiony. Jego niebieskie oczy były zamglone i wyrażały
pustkę. Może go nie znam, ale zrozumiałam jego uczucia. Poczułam, że coś mnie z
nim łączy. Jego poważna twarz, przybrała na chwilę nie małe zaskoczenie.
Patrzałam się na niego przykrym wzrokiem, ale nie pełnym współczucia, tylko
wyrozumienia.
Patrzyliśmy się na siebie przez chwilę
w całkowitej ciszy, aż w końcu się odezwałam.
- Zabijesz
mnie? – Spytałam bardzo spokojnie jak na sytuację w której się znajduję. Wielu
ludzi by się w takiej sytuacji bała i by nawet słowa z siebie nie wykrztusiło,
tak jak ten sam mężczyzna, co został przed chwilą zabity. Jego uczucia wahały
się między zaskoczeniem, a powagą.
- Kim
jesteś? – Zapytał również spokojnie. Może trzymał w ręce pistolet, ale się go
nie bałam.
- Claribel –
odpowiedziałam. Przez chwilę badała mnie
wzrokiem, jakby próbował mnie zapisać w swojej pamięci na zawsze.
- Nic nie
widziałaś. Jeśli piśniesz słówko policji lub komukolwiek, wtedy cię zabiję – Powiedział groźne, chowając broń
do tylnej kieszeni. Nie czekając na jakąkolwiek wypowiedź z mojej strony, po
prostu mnie minął, a ja nie spuszczałam z niego wzroku póki nie zniknął mi z
pola widzenia.
Po chwili również
odeszłam mając nadzieję, że jeszcze go kiedyś spotkam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz