niedziela, 8 listopada 2015

Rozdział VI

         Właśnie szłam do nowej szkoły… Tak, tak nowa szkoła. Od tamtego incydentu minął tydzień, a mama  już zdążyła mnie zapisać do nowej. Na szczęście mama uspokoiła się, kiedy wyjaśniłam jej całą sytuację, która wydarzyła się w szkole. Stanęła również po mojej stronie, ponieważ to on pierwszy mnie zaatakował. Tyle wrażeń już pierwszego dnia w szkole. Ciekawe jak będzie w tej. Ale nawet jeśli coś się stanie, to nie mogę bić się z nauczycielami, bo moja mama nie będzie zapisywać mnie do każdej szkoły w Sydney. No ale, co? Raz się żyje, prawda? A on sobie na to zasłużył. Po za tym po trzech dniach ten nauczyciel, a dokładniej Joseph Wiliams trafił do więzienia, za handlowanie narkotykami na terenie szkoły. Ostrzegałam go, że to jego ostatni dzień pracy, a ten mnie jeszcze zaatakował.  W końcu sama go do tego sprowokowałam. To było dosyć łatwe, wiedząc, że jego organizm był pod wpływem kokainy. Biedny, tak się zestresował, że zażył przed lekcją narkotyki na uspokojenie.
         W końcu dotarłam do szkoły. Szybko udało mi się odnaleźć sekretariat i swoją szafkę. Nie mogło również się odbyć bez dziwnych spojrzeń z każdej strony. Najwyraźniej plotki dotarły również i tutaj. Zamknęłam szafkę, po czym ruszyłam szukać klasy. To było łatwiejsze niż myślałam… Weszłam do środka, a tam ujrzałam pełno nastolatków śmiejących się i zawzięcie rozmawiających na przeróżne tematy, ale kiedy mnie ujrzeli zapanowała cisza. Nie była krótka, ponieważ od razu zaczęli wspominać o tych plotkach. „Czy to ona?” „Ponoć została wylana pierwszego dnia w szkole” „Słyszałam, że pobiła nauczyciela” „Hahaha nie możliwe” „Słyszałem, że wdała się w jakiś romans…”
- Przemoc – powiedziałam głośno, a wszyscy na mnie spojrzeli – Wylali mnie za to, że za mocno uderzyłam nauczyciela. – Wszyscy ucichli – Co? Czy to nie jest to, czego chcieliście się dowiedzieć? Mówiliście tak głośno, ponieważ chcieliście bym odpowiedziała, prawda? Albo miałam dać wam trochę więcej czasu na plotkowanie na temat mojej osoby?  - Powiedziałam obojętnie chowając ręce do kieszeni dresów. Wszyscy siedzieli i patrzyli się na mnie ze zdziwieniem. Nagle zadzwonił dzwonek, a do klasy wszedł nauczyciel. Przystanął na chwilę, żeby na mnie spojrzeć.
- Kim ty jesteś? – Zapytał zdziwiony.
- Nowa – Odpowiedziałam.
- Aaa słyszałem coś o tym. Pewnie jesteś ta… Cla – Zamyślił się nauczyciel – Yyy Cla…
- Claribel – dokończyłam za niego.
- Tak, tak a teraz znajdź sobie jakieś wolne miejsce – Powiedział. Pierwszy raz spotykam się z taką postawą nauczyciela. Patrzałam się na niego jeszcze przez chwilę, badając go wzrokiem, żeby dowiedzieć się jak najwięcej. Rozumiem, po prostu ma już dosyć tych dzieciaków i nie jest zbytnio zadowolony kolejnym. Rozejrzałam się po klasie i zobaczyłam trzy puste miejsca, ale tylko jedno nie posiadało właściciela. Podeszłam więc do swojego nowego miejsca, które znajdowało się w przedostatnim rzędzie przy oknie, po czym go zajęłam. Bezinteresowność. Moja ulubiona cecha.
 Lekcja mijała spokojnie, a ja cały czas patrzałam się przez okno rozmyślając nad wieloma sprawami. Nagle moje myślenie przerwała osoba, która wchodząc do klasy trzasnęła mocno drzwiami. Spojrzałam w tamtą stronę i spostrzegłam tam dwóch chłopaków. Czekaj! To on, ten blondyn, którego wtedy spotkałam.
- Nawet jeśli się spóźniacie, to przynajmniej nie trzaskajcie drzwiami – skierował się do nich nauczyciel, ale oni go totalnie olali i po prostu poszli zająć swoje miejsca. Brunet zajął swoje miejsce, gdzieś na drugim końcu sali. To znaczy, że ten blondyn siedzi za mną. Kiedy przechodził obok mnie, zatrzymał się na chwilkę, żeby dłużej na mnie popatrzeć. Poznał mnie. W końcu zajął swoje miejsce. Naprawdę chcę go poznać. Jest jedyną osobą, której nie mogę rozszyfrować. Jego charakter to jedna wielka zagadka, a ja bardzo lubię rozwiązywać zagadki, zwłaszcza te najtrudniejsze.
         Ciągle czułam jego wzrok na sobie. Chłodny i bardzo tajemniczy. Przez to nie mogłam się skupić na czymś innym. On za bardzo przypominał mnie z przeszłości. Boję się swojej przeszłości…
  Lekcja z minuty na minuty coraz bardziej się dłużyła. Spojrzałam na zegarek. Jeszcze 10 minut do dzwonka. Dawno już się tak niecierpliwiłam. Aż w końcu zadzwonił. Poczułam wielką ulgę, kiedy  chłopak wyszedł z klasy wraz tym brunetem. To naprawdę było uciążliwe.. Ja jeszcze chwilkę posiedziałam na swoim miejscu, po czym w końcu się zebrałam i wyszłam. Może poznaliśmy się naprawdę w dziwnych okolicznościach, ale to nie znaczy, że powinien cały czas się na mnie patrzeć. Podeszłam do swojej szafki w celu wzięcia książek na kolejną lekcje, jednak to nie było mi dane, ponieważ stał tam oparty o nią ten blondyn. No tak, teraz to on mi nie da spokoju. Będzie pilnować mnie jak oczka w głowie, żebym się na pewno nie wygadała.
- Mógłbyś się przesunąć? – Zapytałam. On tylko spojrzał na mnie i nawet się nie ruszył. Po prostu stal tak ciągle się na mnie patrząc. Wydaje się być jakiś inny… Lekceważy mnie… Wywyższa się… Kątem oka dostrzegłam jak inni omijają nas z daleka. Boją się go.  – Nikomu nic nie powiedziałam – powiedziałam cicho.
- Wiem. Cały czas cię obserwuję – Ohh to by wyjaśniało dlaczego, przez cały ten tydzień czułam się obserwowana… 
- Możesz przestać to robić. Nie zamierzam nikomu o tym mówić. – schowałam ręce do kieszeni dresów. A ta trójka stojąca na drugim końcu korytarza, to jego znajomi. Myślą, że będę się ich bała, że mają nade mną kontrolę. Muszę ich jednak zawiść. Blondyn stał tak przez jakiś czas, po czym odszedł do swoich kolegów. Ta sytuacja robi się coraz bardziej dziwniejsza. Zastanawiam się, co tym razem się stanie.
- To ty? – Usłyszałam za sobą dziewczęcy głos. Odwróciłam się w jej stronę i zobaczyłam tą samą dziewczynę, co uratowałam przed tym kieszonkowcem.  – Nie mylę się. Niesamowite, że chodzimy do tej samej szkoły.
- Taa
- Teraz mi na pewno nie uciekniesz – uśmiechnęła się brunetka.
- Mówiłam ci już, że nie musisz mi się odwdzięczać.
- Ale ja chce. Gdyby nie ty, to on by mi ukradł portfel.
- Po prostu nie zasypiaj więcej w autobusie. – Ostrzegłam ją.
- Wiem, wiem. Ale jak będzie?
- Z czym?

- Chcę ci naprawdę podziękować. Nie daleko jest knajpka, więc pozwól, że po lekcjach cię tam zabiorę.– Powiedziała, po czym szybko odeszła. Sprytnie. Po prostu nie czekając na moją odpowiedź, szybko uciekła, bo wiedział, że jej odmówię. 

Rozdział V

         Po odebraniu książek i planu lekcji, skierowałam się w stronę klasy. Znalazłam ją wraz z dzwonkiem na lekcje, więc po prostu zostało mi tylko czekanie na nauczyciela.
 Stanęłam przed klasą, a nauczyciel zaczął mówić.
- To jest nowa uczennica – Wskazał na mnie ręką. Nie lubię go. Jest arogancki w stosunku do mnie i do reszty uczniów. Nic go nie obchodzi, a całą winę zwala na innych, żeby sam nie miał kłopotów. To są najgorsze typy nauczycieli. – Przedstaw się. – uśmiechnął się sztucznie. Ale udawał dobrego nauczyciela, który dba o swoich uczniów. Śmieje się i tworzy w klasie przyjazną atmosferę, dzięki czemu uczniowie go lubią. Chociaż tak naprawdę się mną nie interesuje, a z pewnych powodów mnie nienawidzi, to chce pokazać jaki jest dobry. Jednak ja nie zamierzam grać w tą jego gierkę. Dlatego:
- Nie musi pan udawać. Nie zamierzam przysparzać żadnych kłopotów, więc nie musi pan się starać być miłym dla osoby której pan nienawidzi. – Moje słowa go najwyraźniej zaskoczyły. Bo kto by nie był, prawda? Nie na co dzień spotyka się kogoś, kto potrafi cię przejrzeć na wylot w ciągu kilku minut.
 - O-o czym ty mówisz? –  Zaśmiał sie nerwowo – Takie żarty nie są śmieszne. Usiądź na wolne miejsce. – Wraz z jego słowami spojrzałam w stronę klasy. Wszyscy patrzeli się na mnie jak na wariatkę i zaczęli szeptać między sobą. Zignorowałam to i poszłam zająć wolne miejsce. Nikt nie spuszczał ze mnie wzroku, dopóki nie usiadłam. Dalsza lekcja minęła bez żadnych przeszkód. Mimo iż w ogóle nie słuchałam nauczyciela ani na niego nie patrzała, to czułam jego wzrok na sobie. Patrzył się na mnie jak na jakąś szumowinę. Wywyższał się.
         Pozostałe trzy lekcje minęły bez problemu a po szkole zdążyły rozprzestrzenić się plotki na mój temat. Stałam właśnie przy swojej szafce i szykowałam kolejne książki na następną lekcje, kiedy podeszła do mnie jakaś dziewczyna z… betonem na twarzy. Jest w mojej klasie i o ile dobrze pamiętam to nazywa się Jane.
- Ty, nowa – Zaczęła i jak na zawołanie wszyscy na holu spojrzeli na nas. – Widziałam jak wczoraj pobiłaś jakiegoś biednego staruszka w autobusie. Dlaczego to zrobiłaś?
- Ten staruszek nie był biedny, bo był kieszonkowcem i chcia-
- Marna ta twoja wymówka – przerwała mi. Ahh nie obchodzi ją to czy to nieprawda czy nie. Chce tylko wszcząć bójkę, więc prawdopodobnie nie dba o moje wytłumaczenie. – Idiotka – powiedziała przechodząc obok mnie i „przypadkowo” strącając mi książki z rąk. Świadkowie tego wydarzenia zaczęli się śmiać, a ja zaczęłam zbierać swoje rzeczy z podłogi.
- Claribel –  Usłyszałam swoje imię. Nie musiałam nawet patrzeć kto mnie zawołał, bo od razu rozpoznałam ten głos. Wstałam z ziemi i spojrzałam na nauczyciela, który miał na twarzy ten sam obrzydliwy uśmiech. – Czy mógłbym cię prosić na słówko? - Pokiwałam tylko głową na znak, że się zgadzam, po czym ruszyłam za nauczycielem. Zaprowadził nas na tyły szkoły, gdzie byliśmy sami.
- Więc czego pan chce ode mnie? – Zapytałam. Nauczyciel odwrócił się w moją stronę.  – Dlaczego pan mnie nienawidzi?
- Nie wygaduj bzdur – znowu się uśmiechnął.
- Niech pan przestanie udawać, tylko od razu przejdzie do rzeczy.
- Claribel Shelley, czy to możliwe. że jesteś siostrą Dennis’a? – Jego obrzydliwy uśmiech zszedł mu z twarzy. Czuję, że trochę pobladłam. Nienawidzę rozmawiać na temat mojego rodzeństwa. To jest dla mnie zbyt bolesne, a on ma czelność wspominać o nim.
- Jestem, a co? – Byłam trochę podenerwowana, ale nie chciałam tego pokazywać.
- Nic, tak po prostu chciałem się upewnić. Chłopak kiedyś sobie sporo u mnie nagrabił, ale i tak bardzo go lubiłem – kłamie – kiedy usłyszałem co się stało, zrobiło mi się strasznie przykro – kłamie – chciałem po prostu, żebyś o tym wiedziała. – kłamca. Mówi to specjalnie, żeby wytrącić mnie z równowagi.
- Nienawidzisz mnie, ponieważ jestem siostrą Dennis’a? – Nie pozwolę mu ze mną pogrywać. Gdybym pozwoliła, nie byłabym sobą.
- Widzę, że jesteś naprawdę spostrzegawcza. Nienawidzę całej twojej rodziny – Odpowiedział oschle, po czym odszedł spluwając mi pod nogi. Stałam w tym miejscu jeszcze przez dłuższą chwilę. Kłamca. Następną lekcję mam z nim i będzie próbował mnie sprowokować. On chce naprawdę ogromnej sprzeczki. Czegoś za co mogę zostać wyrzucona.
         Właśnie rozpoczęła się ostatnia lekcja. Nie minie ona spokojnie, ponieważ on chce się mnie pozbyć już pierwszego dnia, a to jego ostatnia szansa. Pozwoliłam sobie trochę się zamyślić. Nie chcę słuchać tego, czego  nauczyłam się już dawno temu. Może tego po mnie nie widać, ale już w podstawówce przerobiłam wszystkie materiały. Można powiedzieć, że  naukę zakończyłam już dawno temu, ale szkoły jeszcze nie. Lubię się uczyć i zdobywać nowe doświadczenia. Mogłabym rzucić szkołę, ale bez papierka z ocenami nie dostanę żadnej pożytecznej pracy. Moim zdaniem to bzdura oceniać wiedzę jakimiś cyframi, które w rzeczywistości jej nie odwzorowują.
         -Claribel! – Krzyknął nauczyciel, którego również obdarzyłam tym samym uczuciem co on mnie, czyli nienawiścią. – Nie śpij – Ulubiony tekst nauczycieli. Szkoda, że ja nie śpię i doskonale wiem co dzieje się w klasie. Spojrzałam na niego jak na idiotę. Teraz się zacznie, gadanie o moim bracie. Jestem naprawdę ciekawa co powie.
- Widać, że jesteś tak samo beznadziejna jak twój brat – Powiedział z kpiną w głosie. Zaczyna od obrażania mnie przed całą klasą. – Powinnaś słuchać tego co mówię, bo jeszcze będziesz zarabiać pieniądze pod latarnią – Przesadził. Nie ma prawa mnie wyzywać, a zwłaszcza mojego brata.
- Myślę, że nie powinien mnie pan tak oceniać, skoro mnie pan nie zna – Powiedziałam.
- Po prostu pomyślałem, że wszyscy odziedziczyliście to po swoim ojcu – powiedział z kpiną a cała klasa zaczęła się śmiać. Nawet nie wiedzą o kim rozmawiamy, a dla nich to zabawne. Czas rozpocząć realizację planu. Cień uśmiechu przemknął mi przez twarz, aby ponownie przybrać poważny wyraz.
- Widzę, że panu naprawdę zależy na tym, abym została wyrzucona z tej szkoły – klasa trochę ucichła.
- Skądże, po prostu chcę żebyś słuchała mnie na lekcji.
- Nie muszę tego robić. Szkoda mi czasu słuchać jakiegoś spróchniałego dziadka, który dba tylko o własną dupę.
- Uważaj do kogo mówisz. – Zdenerwował się.
- Bo? – Spytałam lekceważąco – Bo jest pan dorosły?  Myślę, że to nie od wieku zależy, czy jest się dorosłym, ale od tego, co ma się w głowie. Pan najwyraźniej nic tam nie ma – mówiłam to wszystko bardzo spokojnie. Widziałam jak on coraz bardziej się denerwuje – Myśli pan, że uczniowie będą podążać za taką obrzydliwą osobą jak pan? Niech pan powie, dlaczego tak bardzo mnie pan nienawidzi. Chociaż nie jestem pewna czy nienawiść gry tutaj odpowiednia rolę. Może bardziej… strach? – Spojrzałam się na niego jak morderca na swoja ofiarę. Zero litości. - Zachowuje się pan bardzo dziecinnie. Nie zna pan mojego ojca, a ma pan czelność go wyzywać, tak jak zmarłą osobę. Jest pan też strasznie arogancki. Zawsze zwala pan winę na kogoś, żeby nie mieć kłopotów. Chce pan mieć jak najwięcej sojuszników, żeby w razie czego mieć kim się bronić. Ale najwyraźniej mój brat nie pochwalał pańskiego zachowania, dlatego żył pan w ciągłym stresie. Mój brat wiedział coś co zagrażało pańskiej pracy, dlatego ucieszył się pan na wieść o jego śmierci. Odetchnął pan z ulgą, kiedy pańska tajemnica była ponownie bezpieczna. Ale dzisiaj pojawiłam się ja, osoba która zna pański sekret, dlatego próbuje się pan mnie pozbyć. Nie zasługuje pan na pracę nauczyciela, dlatego dzisiaj jest pański ostatni dzień w pracy.  
- Za kogo się uważasz, żeby mówić takie rzecz?! – Wydarł się na całą klasę. Stracił panowanie nad sobą, tak jak przewidywałam. 
- Chciał pan celowo wywołać kłótnię, prawda? Po prostu gram tak jak pan chciał, ale najwyraźniej panu to się nie podoba.  – Spojrzałam na niego szyderczo. Właśnie to jest to, co chciałam osiągnąć. Stach. Ludzie są bardzo słabi, dlatego pozwalają, aby to on nimi panował. – Powiem coś panu. Z niektórymi osobami nie powinno się zadzierać, a pan właśnie to zrobił. – Powiedziałam to, kończąc tym samym swoją wypowiedź. Jednak nie spuszczałam z niego wzroku. Górowałam nad nim i on dobrze o tym widział. Klasa oglądała całe wydarzenie w ciszy. Wyglądali na zdezorientowanych, ale mniejsza z nimi. Oni są potrzebni tylko jako świadkowie tego zdarzenia.
- T-ty – zaczął nerwowo nauczyciel. Stracił panowanie nad sobą. Zaraz mnie zaatakuje. I tak jak przewidziałam, szybko podbiegł do mnie, po czym bez wahania uderzył mnie pięścią w twarz. Dla niego to było z całej siły, ale jak dla mnie był to bardzo słaby cios. Nawet nie straciłam równowagi. No ale musiałam mu oddać, dlatego z całej siły kopnęłam go piętą w kark, aż uderzył twarzą w ścianę. Prędzej czy później bym wyleciała, więc pozwoliłam sobie na użycie trochę przemocy. Zasłużył na to.  Sprawdziłam jeszcze czy na pewno stracił przytomność, po czym wzięłam plecak i jak gdyby nic wyszłam z klasy. Wszyscy byli strasznie wystraszeni, a zwłaszcza ta lafirynda co mi książki strąciła. Uśmiechnęłam się triumfalnie sama do siebie wychodząc ze szkoły.
                                                        ***
         Siedziałam w swoim pokoju, czytając kolejną książkę z mojej małej biblioteczki.
- Jak to wylana?! – Usłyszałam nagle krzyk mojej mamy z dołu. Przerwałam na chwilę czytanie, by posłuchać o czym mówi. – Co zrobiła?! Jak to pobiła nauczyciela?! – Moja mama jeszcze chwilę rozmawiała przez telefon, a kiedy skończyła wleciała mi do pokoju i zaczęła się na mnie drzeć. Pierwszy raz się tak mocno na mnie zdenerwowała. Zaśmiałam się nie pewnie z całej sytuacji.  

- Ma-mamo daj mi wyjaśnić … 

Rozdział IV

         Jeszcze tego samego dnia, moja mama wysłała mnie do sklepu, żebym kupiła jakieś produkty spożywcze. Był już wieczór i robiło się coraz chłodniej, więc założyłam czarną bluzę. Nie mieszkałam w centrum Sydney, dlatego żeby dotrzeć do sklepu musiałam dojechać autobusem. Na moje nieszczęście był strasznie zatłoczony, więc musiałam stać. Cały dzień rozmyślałam o tym blondynie, którego spotkałam dzisiaj rano. Nie potrafię wyrzucić go z pamięci. Nagle spostrzegłam coś dziwnego. Zobaczyłam śpiącą dziewczynę, która siedziała przy oknie. Wyglądała na bardzo zmęczoną, więc się nie dziwię, że zasnęła. Ale to nie ona przykuła moją uwagę, tylko siedzący obok niej starszy mężczyzna, który wyglądał bardzo podejrzanie. Co za ludzie… Westchnęłam głośno. Przepychając się między ludźmi, co nie było zbyt łatwe, podeszłam do nich, a raczej do niego. Najzwyczajniej w świecie, stanęłam obok i tak żeby nikt nie widział kopnęłam go mocno w piszczel. W tym samym czasie drzwi się otworzyły, a ludzie zaczęli wychodzić i wchodzić, stwarzając przy tym głośny hałas.
- Okradać śpiącą osobę? Tylko na tyle cię stać, złodziejko szumowino? – Szepnęłam do niego, tak żeby tylko on to usłyszał. Mężczyzna najpierw się wystraszył, potem zdenerwował i nic nie mówiąc, wysiadł szybko z autobusu. Swój wzrok zwróciłam w stronę zdezorientowanej dziewczyny, która cały czas się na mnie patrzała. Wyciągnęłam zza pleców czarny portfel, po czym jej podałam. Zabrałam go temu złodziejowi i nawet się nie zorientował.
- To mój portfel! – Wzięła go szybko ode mnie i spojrzała na mnie podejrzliwym wzrokiem. Uśmiechnęłam się do niej.
- Próbował cię okraść – wyjaśniłam sytuację.
- Co? – Zdziwiła się. – Pomogłaś mi? – Spojrzała już na mnie normalnie – dziękuję – posłała mi szczery uśmiech.
- Nie ma sprawy – chciałam już odejść, kiedy ta mnie zatrzymała.
- Czekaj, chcę ci się jakoś odwdzięczyć.
- Nie musisz – uśmiechnęłam się do niej ponownie, po czym wysiadłam z autobusu.


Rozdział III

Właśnie spacerowałam sobie z psem po moim ulubionego parku, który znajdował się niedaleko mojego domu. Zawsze przychodziło tutaj mało ludzi, dlatego lubiłam spędzać tutaj czas. Co parę minut mijała mnie jakaś staruszka, kobieta z wózkiem albo jakaś zakochana para. Nic się nie zmieniło. Jutro idę już do nowej szkoły, więc będę musiała wcześnie rano wstać. Ehh jak ja tego nie lubię.
Po 10 minutach chciałam już wrócić do domu, ale… SMYCZ SIĘ ZERWAŁA!! Szaman, mój najdroższy piesek zamiast grzecznie stać w miejscu, to ruszył siną w dal, a ja oczywiście za nim! Co ten pies wyprawia?! Wybiegł z parku i skierował się na ulicę, po czym skręcił w jakąś boczną uliczkę, gdzie nikogo nie było. Znam całe Sydney jak własną kieszeń, więc się nie zgubie, ale gorzej będzie z psem. Nagle zatrzymał się i spojrzał w wolną przestrzeń między budynkami. Zdyszany usiadł tam i czekał na mnie, aż do niego do biegnę. Zauważyłam, że Szaman patrzy się ciągle w jedną stronę, więc również skierowałam tam swój wzrok.
         Zobaczyłam tam dwóch mężczyzn stojących naprzeciwko siebie. Jeden był ubrany cały na czarno i miał kaptur na głowie. Nie widziałam jego twarzy, ponieważ stał do mnie tyłem, ale za to drugiego widziałam dokładniej. Był strasznie wystraszony i cały czas drżąc cofał się o pół kroku. Mocno się pocił i próbował coś powiedzieć, ale nie mógł wykrztusić z siebie słowa. Chyba wiem co się szykuje. Nagle swój wzrok skierował na mnie.
- T-ty – zaczął drżącym głosem – będziesz następna – uśmiechnął się drwiąco w moją stronę. Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale nie zdążył ponieważ został zastrzelony przez tego drugiego. Jego ciało bezwładnie  runęło na ziemie, a ja tylko stałam i oglądałam to jak jakąś kolejną nudną komedie. Mówiła już, jestem twarda i odważna, nie boję się praktycznie niczego. Dla mnie taki widok nie robił żadnej dziury w mojej psychice. W swoim życiu byłam świadkiem wielu morderstw, umierających ludzi. Dotykanie martwego ciała, to dla mnie nic. Możecie uznać mnie za jakąś wariatkę, ale dla mnie to normalne.
         Mężczyzna, który stał do tej pory tyłem odwrócił się w moją stronę, dzięki czemu mogłam ujrzeć jego twarz. Spojrzałam w jego oczy i nie wiem dlaczego, ale bardzo mnie zaskoczył… sobą. Wydawał się inny od reszty ludzi. Przed chwilą zabił człowieka, ale nie widziałam u niego duszy mordercy. Był zagubiony. Jego niebieskie oczy były zamglone i wyrażały pustkę. Może go nie znam, ale zrozumiałam jego uczucia. Poczułam, że coś mnie z nim łączy. Jego poważna twarz, przybrała na chwilę nie małe zaskoczenie. Patrzałam się na niego przykrym wzrokiem, ale nie pełnym współczucia, tylko wyrozumienia.
         Patrzyliśmy się na siebie przez chwilę w całkowitej ciszy, aż w końcu się odezwałam.
- Zabijesz mnie? – Spytałam bardzo spokojnie jak na sytuację w której się znajduję. Wielu ludzi by się w takiej sytuacji bała i by nawet słowa z siebie nie wykrztusiło, tak jak ten sam mężczyzna, co został przed chwilą zabity. Jego uczucia wahały się między zaskoczeniem, a powagą.
- Kim jesteś? – Zapytał również spokojnie. Może trzymał w ręce pistolet, ale się go nie bałam.
- Claribel – odpowiedziałam.  Przez chwilę badała mnie wzrokiem, jakby próbował mnie zapisać w swojej pamięci na zawsze.
- Nic nie widziałaś. Jeśli piśniesz słówko policji lub komukolwiek, wtedy  cię zabiję – Powiedział groźne, chowając broń do tylnej kieszeni. Nie czekając na jakąkolwiek wypowiedź z mojej strony, po prostu mnie minął, a ja nie spuszczałam z niego wzroku póki nie zniknął mi z pola widzenia.

 Po chwili również odeszłam mając nadzieję, że jeszcze go kiedyś spotkam.  

Rozdział II

         - I jeszcze jedno – powiedziała moja mama ponownie odwracając się w moją stronę.
- Mamo otwórz w końcu te drzwi. Powiesz mi w środku. – Byłam już bardzo zniecierpliwiona. Już chyba stoimy tak z 10 minut i mówi mi zasady jakie będą tutaj panować i na ile sobie mogę pozwolić.
- Ale to jest ważne, więc posłuchaj.
- Słucham.
- Twój pokój bardzo się zmienił. Mówiłam ci już, że zamówiłam firmę architektoniczną i zmienił się nam wystrój domu. Więc jak wejdziesz do swojego pokoju, to możesz być nieźle zaskoczona – mrugnęła do mnie, po czym przekręciła klucz w drzwiach. Obie weszłyśmy do domu. Moja mama z wielkim uśmiechem, a ja bardzo zaskoczona.
         Przechodząc przez mały korytarzyk uderzyło we mnie tysiące wspomnień. Tak bardzo tęskniłam za tym domem i za wspólnym czasem, który spędziłam tutaj z przyjaciółmi i rodziną. Oglądałam się w każdym kierunku po drodze  mijając kuchnię i salon. Wchodząc powoli po schodach przypomniało mi się, co tutaj wyprawiałam.  Pamiętam jak ojciec zawsze na mnie krzyczał, kiedy skakałam z najwyższego stopnia albo jak zjeżdżałam z balustrady.  
         Stanęłam w końcu przed drzwiami swojego pokoju i nie czekając chwili dłużej, weszłam do niego. To co zobaczyłam przerosło moje oczekiwania. Wiedziałam, że mama zrobiła remont, ale to co zobaczyłam zaparło mi wdech w piersiach.  Weszłam na środek pokoju i zaczęłam się rozglądać.
         Ściany pokoju były szaro-czarne. Tylko po lewej stronie była tapeta która ukazywała nocną panoramę miasta. Pod tą ścianą stało biurko, którego blat wykonano ze szkła. Podłoga była obłożona ciemnymi panelami i leżał na niej szary, mięciutki dywan. Ściana na przeciwko drzwi była koloru czarnego a prawa strona pokoju była szara. W rogu stało dwuosobowe łóżko na którym leżało pełno poduszek. Od razu przy nim stały dwa wypełnione regały, ale nie książek, tylko płyt moich ulubionych zespołów.  W jednym, która stała pod ścianą znajdowała się wieża. Druga zaś wypełniona była także płytami winylowymi i stała bokiem. Oba tworzyły jakby kąt pokoju. Jednak za nimi była wolna przestrzeń.
 Nagle do mojego pokoju wpadła moja rodzicielka.
- I jak? – Zapytała z wielkim uśmiechem na twarzy – Podoba się?
- Oczywiście, że się mi podoba. – Przytuliłam się do niej – dziękuję mamo.
- Tak, tak później mi podziękujesz, bo widzę że nie obejrzałaś jeszcze całego. – mówiła to odklejając się ode mnie, jednak uśmiech wciąż nie opuszczał jej twarzy. – Najpierw zajrzyj do łazienki, potem do biblioteczki, a –
- CO?! Mam własną biblioteczkę?! – Wykrzyczałam na cały dom. Nie mogę uwierzyć w to co powiedziała. Zawsze marzyłam o własnej biblioteczce, a moja mama doskonale o tym wiedziała. Nigdy nie sądziłam, że kiedyś ją będę miała.
- Opanuj emocje dziewczyno. Jak mówię najpierw łazienka, biblioteczka, a na końcu garderoba. W garderobie masz swoje tajne pomieszczenie. Musisz je znaleźć, a ze swoim mózgiem łatwo to zrobisz – mrugnęła do mnie, po czym wyszła. Tak właściwie, to się od dłuższego czasu zastanawiałam gdzie moja szafa, a ta mi z garderobą wyskakuje! Olać garderobę.  Książki są najważniejsze.
         Jednak nie chciałam zepsuć mamie planów, dlatego zrobiłam tak jak kazała. Weszłam najpierw do łazienki. Bardzo ładna, biało-niebieska, wanna, prysznic, kibel, umywalka. Lecę dalej.  Weszłam do swojej biblioteczki. Była cudowna! Przy wszystkich trzech ścianach stały wielkie regały wypełnione książkami. Nowe, nie czytałam ich jeszcze. Coś czuję, że dzisiejszej nocy nie zasnę. Po lewej stronie w rogu stało mała, czerwona kanapa, wypełnione poduszkami. Kolory pomieszczenia były ciemne, jednak był dobrze oświetlony. Pokoje czarno-czerwone są najlepsze, oczywiście zaraz po szarych i czarnych.
 Zastanawiam się skąd moja mama to wytrzasnęła. Może bank obrabowała? Nie, na pewno nie. Zapewne dostała awans, ale mi o ty nie powiedziałam, żebym niczego nie podejrzewała.
         Na końcu weszłam do garderoby. Kiedy przeszłam przez próg od razu otworzyłam szeroko oczy. Ile ubrań! Matko święta! Po co mi tyle??? Wiem, że dla mojej mamy to nie był problem, ponieważ pracuje jako projektantka mody, więc zdobycie tyle ciuchów to był dla niej pikuś, ale to już jest lekka przesada. Zaczęłam chodzić po pomieszczeniu uśmiechając się. Przecież ja nie potrzebuję tylu ubrań. Może gdybym była typową dziewczyną to jarałbym się jak głupia, ale ja taka nie jestem.
Z ciekawości zajrzałam do jednej z szuflad i to co tam ujrzałam bardzo mnie ucieszyło. Cała szuflada była zapełniona przeróżnymi bandankami. Tak samo jak dwie kolejne. Moja mama bardzo dobrze mnie zna, aż za dobrze. Nagle przypomniałam sobie, to co powiedziała mi mama parę minut temu, o tym całym tajnym pomieszczeniu. Rozglądałam się parę sekund, po czym podeszłam do szafki w której leżały ładnie złożone spodenki i dresy. Do przewidzenia.
  Złapałam za jedną ze ścianek bocznych, po czym przesunęłam ją w lewo. Przede mną ukazało się przejście do drugiego pomieszczenia. Od razu do niego weszłam. Kolejny szok! Przecież, ja to wszystko dawno temu wyrzuciłam! Albo i nie… Szybko podeszłam do gabloty która obejmowała całą środkową ścianę. Była wypełniona wszystkimi medalami, pucharami, dyplomami które dostałam za różne zawody i konkursy.  Kiedy patrzałam się kolejno na puchary przypomniałam sobie jak bardzo tęsknie za tymi rzeczami. Zauważyłam też niedużą szafę, stojąca w prawym rogu pokoju. Podeszłam do niej i ją otworzyłam. Widzę, że mama dba o mnie i nie pozwala mi zapomnieć. W środku, na półkach, były moje rzeczy do ćwiczeń, które są jeszcze za czasów mojego dzieciństwa. Na samej górze poukładane były pudełka i już domyśliłam się co się w nich znajduje. Łyżwy i… Uśmiechnęłam się na samą myśl o tym. Może kiedyś do tego wrócę. Kiedyś.
         Zamknęłam szafę, po czym wróciłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku rozmyślając nad wieloma sprawami. Mój pokój wcześniej tak nie wyglądał. Został połączony z innymi pokojami, które kiedyś miały swoich właścicieli. Niestety tych właścicieli już nie ma… Podkuliłam nogi pod brodę, po czym oparłam się o ścianę. Aktualnie mój pokój obejmuje pół górnego piętra. Dziwnie tak, ale rozumiem dlaczego moja mama tak postanowiła zrobić.
         Po dłuższej chwili wyszłam ze swojego pokoju i ruszyłam w stronę kuchni. Ujrzałam tam mamę która stała tyłem do mnie. Oparłam się o framugę i zaczęłam mówić.
- Larisso Muriel Shelley
- Słucham?
- Czy mogłaby pani wyjaśnić, jak to się stało, że rzeczy panienki Claribel Shelley, które zostały wyrzucone już dawno temu znajdują się w jej pokoju? – Zapytałam poważnym głosem.
- Oczywiście, że mogę. – Odwróciła się w moją stronę – Te rzeczy nigdy nie zostały wyrzucone, tylko schowane. Pomyślałam, że więc szkoda by było, aby nadal leżały w pudłach i się kurzyły. Dlatego zrobiłam gablotę w pokoju panienki Claribel Shelley. Nie chciałam aby jej wspomnienia zawarte w tych rzeczach zostały wyrzucone, więc postanowiłam zrobić na nie specjalnie pomieszczenie, a raczej skrytkę. Przesłuchanie dobiegło końca, pani detektyw?
- Po prostu chciałam się upewnić. Dziękuję za wszystko mamo, a szczególnie za biblioteczkę.
- Dla ukochanej córeczki mogę zrobić wszystko.
- Zdążyłam zauważyć – uśmiechnęłam się – W końcu mój pokój został połączony z dwoma innymi.
- Od samego początku to planowałam – odwzajemniła mój uśmiech – ale to nie znaczy, że masz tam siedzieć całymi dniami zamknięta w tej swojej jaskini, zrozumiano? – Pogroziła mi palcem. Cóż, ja nie jestem typem osoby co zamyka się w swoim pokoju całymi dniami, więc tak naprawdę nie ma mi nic do narzucenia.
- Oczywiście mamo – zaśmiałam się.  

Rozmawiałyśmy tak jeszcze przez dłuższy czas, dopóki nie przerwał jej mój piesek, który przyszedł i zaczął piszczeć mi pod nogami. Muszę go wyprowadzić! Szybko wyleciałam z kuchni, ubrałam buty i prędko z nim wyszłam. Zapewne jeszcze trochę, a by nam się zeszczał w domu. Jeszcze tego by brakowało!

Rozdział I

               „Musiałam wcześniej załatwić parę spraw i nie będzie mnie cały dzień. Pamiętaj o swoich obowiązkach na dzisiaj. Jutro wyjeżdżamy J
         PS. Na blacie zostawiłam pieniądze, więc z głodu nie umrzesz.
                                                        Kocham cię córciu, mama.”

Czytałam tą wiadomość biorąc kolejnego łyka zimnego mleka prosto z lodówki. Racja, dzisiaj jest sporo roboty.  Całkowicie wyleciało mi to z głowy, dlatego jak zawsze wstałam po 12. Głośno westchnęłam. Ale teraz mam trochę większy problem na głowie. Zamówić pizze na śniadanie czy na obiad, a może na kolację? Nie ważne, potem o tym pomyślę. Najpierw wyprowadzę psa na spacer.
- Szaman! – Krzyknęłam  na cały dom. Po niecałej minucie przybiegł do mnie mój ukochany psiaczek merdając ogonem. Co? Myślicie, że to dziwne imię dla psa Szaman? Mnie się bardzo podoba, ponieważ nie jest takie same jak reszta, bo naprawdę wątpię żeby ktoś wpadł na ten sam pomysł co ja. Mój pies jest rasy owczarka niemieckiego i myślę, że mu  bardzo pasuje.  
Schowałam mleko do lodówki, po czym założyłam buty i wyszłam z nim na długi spacer do parku. Dopiero co wstałam a już wychodzę z domu zupełnie nie ogarnięta, ale mi to nie przeszkadza. Ja nie jestem typową dziewczyną, która spędza całymi dniami przed lustrem, lecz bardziej przed telewizorem oglądając durne, ale śmieszne programy. Wystarczyło mi żeby założyć zwykłe dresy, koszulę i jestem gotowa. A włosy związałam w byle jakiego koka. W końcu wyszłam na spacer z psem a nie na jakąś randkę. Dla mnie to jest po prostu strata  czasu.
         Może trochę opowiem o sobie i o tym całym wyjeździe. Aktualnie mieszkam w Hiszpanii, ale moja mama chce się wyprowadzić do Australii. Cóż może nie wyprowadzić, a raczej wrócić do rodzinnego miasta Sydney. Powodem była tęsknota za domem i za niektórymi osobami. W pełni ją rozumiem, dlatego nie wykłócałam się z nią o to, a raczej od razu się zgodziłam. Te miejsce mnie już znudziło oraz za nikim nie przepadałam, więc nie będę tęsknić. Też chcę wrócić do Sydney, dlatego cieszę się, że moja mama chciała się tam z powrotem sprowadzić.
         Chodziłam tak z psem może jeszcze z 20 minut po parku, po czym wróciłam do domu. Zjadłam śniadanie w postaci płatków, następnie wzięłam się za pakowanie swoich rzeczy do kartonów. Moja mama spakowała już większość rzeczy i ja również pomogłam jej w tym, dzięki czemu pozwoliła mi nie iść do szkoły. Zaczęłam od ubrań. Kiedy otworzyłam drzwi szafy, to prawie cała jej zawartość wypadła na podłogę. Zgadliście. Nie byłam wielbicielką składania ubrań. Dla mnie najważniejsze było to, że znajdowały się na swoim miejscu.
         Co więc mogę opowiedzieć o sobie. Nie jestem trudnym dzieckiem ani nic w tym rodzaju. Kocham swoją mamę najmocniej na świecie. Jest bardzo wyrozumiała i przyjazna. Mogę z nią pożartować  i pośmiać się. Wiem też, że mogę jej ufać. Zawsze jej pomagam i przyjmuję obowiązki domowe na siebie. Jestem odpowiedzialna.
         Moje życie nie było zbyt kolorowe. Czasami mam wrażenie, że wyciągnięto mnie z horroru. Nie wiem czym sobie na to zasłużyłam. Nie lubię o tym wspominać.
         Jestem odważna i twarda. Praktycznie nie boję się niczego. Praktycznie, to znaczy boję się jednej rzeczy, a konkretniej swojej przeszłości.
Potrafię być szczera, aż do bólu. Często widzę rzeczy, których nikt nie widzi. Nie chodzi mi o zjawy czy coś w tym rodzaju. Umiem rozpoznawać osoby, a dokładniej to ich charakter. Czy kłamie, czy mówi prawdę. Wiem co myślą o mnie ludzie. Wiem więcej niż się im wydaje. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego ile można wyczytać z ich oczu. To niesamowite, a jednocześnie straszne. Widzę kto cierpi, kto udaje, kto jest naprawdę szczęśliwy. Każdy nosi pewien rodzaj maski. Zakładają ją, ponieważ boją się pokazać siebie. Boją się tego, że zostaną odrzuceni. Ja taka nie jestem. Nie noszę maski. Nie próbuję się komuś przypodobać na siłę. Może to dlatego nie mam przyjaciół.  Jednak moja mama twierdzi co innego. Mówi, że to dar, lecz dla mnie to przekleństwo.
         Jestem tajemniczą osobą. Skrywam wiele mrocznych sekretów, które nie mogą ujrzeć światła dziennego.  Nikt nie zna prawdy, nawet moja mama. Nie mogę pozwolić, aby ktoś się dowiedział. Nie mówię też wielu rzeczy. Po prostu pewne sprawy zostawiam dla siebie. Może niektórzy uważają mnie za idiotkę, jednak prawda jest taka, że to ja robię z nich głupców, bo są naiwni.
         Potrafię też użyć siły. Nigdy nie lubiłam siedzieć tylko na tyłku i patrzeć się jak ktoś inny cierpi. Moim marzeniem było zostanie bohaterką. Może to dziecinne, ale pragnę pomagać ludziom. Do 13 roku życia robiłam wiele rzeczy. Byłam bardzo ambitna. Uwielbiałam jeździć na łyżwach, uprawiałam gimnastykę artystyczną i sztuki walki, a z wujkiem często chodziłam na strzelnicę. Mam świetny wzrok, niemalże sokoli. Mam dobry cel i nigdy nic nie umknie mojej uwadze. Nie potrzebna mi jest umiejętność strzelania z broni, ale to było moje hobby. Tak samo jak pozostałe rzeczy. Jednak zrezygnowałam ze wszystkiego oprócz sztuk walk, ale nie zapomniałam niczego co się do tej pory nauczyłam
         Moim ulubionych kolorem jest żółty, jednak za bardzo tego po mnie nie widać. Lubię nosić czarne, luźne ubrania oraz bandanki. Kocham je. Codziennie mam co najmniej jedną na sobie, a w mojej szafie jest ich pełno.  Ale to nie znaczy , że jestem dresiarą. Owszem uwielbiam dresy, ale lubię też spodenki albo sukienki. Nie lubię nosić ciasnych ubrań. Rzadko się zdarzy kiedy ubiorę jakieś legginsy, a jeansów NIGDY.
         Skończyłam pakować ubrania i buty. Nie sądziłam, że mam ich aż tyle.  Spakowałam je do dwóch wielkich kartonów, ledwo domykając trzeci. Czas wziąć się za resztę dupereli.
         Muzyka. Uwielbiam śpiewać, kiedy nikt nie widzi. Moimi ulubionymi zespołami są Coldplay, Fall Out Boy, Imagine Dragon, Green Day, One Republic. Mam pełno płyt, jak i również książek. Czytam ich bardzo dużo. Pamiętam, jak mama mi kiedyś dała szlaban na czytanie książek. Myślałam, że się wtedy popłaczę. Czytam różne gatunki.  Naukowe, historyczne,  science-fiction, kryminały i chyba wszystkie gatunki oprócz romansu. Nie mam nic przeciwko miłości, ale chcę ją najpierw sama odczuć zamiast śnić o księciu na białym koniu przez jakieś opowiastki.  Jak go spotkam to fajnie, a jak nie, no to trudno.
         Moja mama śmieje się ze mnie, że jeszcze nie dorosłam mimo iż mam 17 lat. Po moim pokoju wala się pełno pluszaków, a nawet z jednym śpię.  Uwielbiam misie. To moja słabość od dziecka. Są słodkie i wyglądają naprawdę przyjaźnie.
         Jestem pół hiszpanką i pół Australijką. Mój ojciec to Hiszpan, a mama jest Australijką. Moje imię jest przez to trochę pokręcone.
Claribel María de la Salud Donoso Cortés Shelley, w skrócie Claribel Shelley.

Prolog

Nic nie widzę. Ciemno.
Nie wiem gdzie jestem. Jestem…?
Kim ja jestem? Boję się…
Zgubiłam się. Którędy teraz?
Pomoże ktoś…?

No tak. Nikt mi nie pomoże.