niedziela, 8 listopada 2015

Rozdział IV

         Jeszcze tego samego dnia, moja mama wysłała mnie do sklepu, żebym kupiła jakieś produkty spożywcze. Był już wieczór i robiło się coraz chłodniej, więc założyłam czarną bluzę. Nie mieszkałam w centrum Sydney, dlatego żeby dotrzeć do sklepu musiałam dojechać autobusem. Na moje nieszczęście był strasznie zatłoczony, więc musiałam stać. Cały dzień rozmyślałam o tym blondynie, którego spotkałam dzisiaj rano. Nie potrafię wyrzucić go z pamięci. Nagle spostrzegłam coś dziwnego. Zobaczyłam śpiącą dziewczynę, która siedziała przy oknie. Wyglądała na bardzo zmęczoną, więc się nie dziwię, że zasnęła. Ale to nie ona przykuła moją uwagę, tylko siedzący obok niej starszy mężczyzna, który wyglądał bardzo podejrzanie. Co za ludzie… Westchnęłam głośno. Przepychając się między ludźmi, co nie było zbyt łatwe, podeszłam do nich, a raczej do niego. Najzwyczajniej w świecie, stanęłam obok i tak żeby nikt nie widział kopnęłam go mocno w piszczel. W tym samym czasie drzwi się otworzyły, a ludzie zaczęli wychodzić i wchodzić, stwarzając przy tym głośny hałas.
- Okradać śpiącą osobę? Tylko na tyle cię stać, złodziejko szumowino? – Szepnęłam do niego, tak żeby tylko on to usłyszał. Mężczyzna najpierw się wystraszył, potem zdenerwował i nic nie mówiąc, wysiadł szybko z autobusu. Swój wzrok zwróciłam w stronę zdezorientowanej dziewczyny, która cały czas się na mnie patrzała. Wyciągnęłam zza pleców czarny portfel, po czym jej podałam. Zabrałam go temu złodziejowi i nawet się nie zorientował.
- To mój portfel! – Wzięła go szybko ode mnie i spojrzała na mnie podejrzliwym wzrokiem. Uśmiechnęłam się do niej.
- Próbował cię okraść – wyjaśniłam sytuację.
- Co? – Zdziwiła się. – Pomogłaś mi? – Spojrzała już na mnie normalnie – dziękuję – posłała mi szczery uśmiech.
- Nie ma sprawy – chciałam już odejść, kiedy ta mnie zatrzymała.
- Czekaj, chcę ci się jakoś odwdzięczyć.
- Nie musisz – uśmiechnęłam się do niej ponownie, po czym wysiadłam z autobusu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz